O ekwiwalencji w tłumaczneniu

Gdybyśmy mieli bardzo uprościć proces tłumaczenia, moglibyśmy powiedzieć, że polega ono na znajdowaniu w języku obcym odpowiedniego słowa lub wyrażenia, które w jak największym stopniu oddaje sens tekstu źródłowego (tzw. ekwiwalentu). Gdyby polegało to jedynie na zastosowaniu pierwszego słowa, które proponuje nam słownik, byłoby to zbyt proste. Niezależnie od języka, możliwości wyboru są zawsze dość szerokie, dlatego tłumacz musi kierować się określonymi kryteriami przy podejmowaniu takich decyzji. Dotyczy to zarówno tłumaczenia ustnego, jak i pisemnego.

To, na jaki ekwiwalent zdecyduje się tłumacz zależy od wielu czynników. Pierwszym z nich jest z pewnością odbiorca. Może być nim czytelnik książki dla młodzieży, miłośnik filmów historycznych czy też uczestnik międzynarodowej konferencji. Tłumacz powinien wiedzieć dla kogo tłumaczy: dla osoby dobrze czy słabo wykształconej? młodszej czy starszej? eksperta czy amatora? I tak dalej…

Tłumacz musi również pamiętać o tym, aby jak najwierniej oddać oryginalną treść. Dlatego jeśli jej autor używa np. potocznego języka, to tłumacz również powinien pójść w tym kierunku.

W teorii tłumaczenia wyróżnia się dwie strategie w zależności od tego, jak bardzo tłumacz trzyma się treści i stylu oryginału:
– Ekwiwalencja formalna oznacza, że tłumacz jak najwierniej stara się oddać wszystkie aspekty tekstu źródłowego, nawet kosztem trudności w odbiorze lub nienaturalnego stylu (np. tłumaczenie dokumentów urzędowych) -> jest skoncentrowany na autorze.
– Ekwiwalencja dynamiczna to strategia dająca tłumaczowi większą swobodę w zakresie doboru słownictwa, stylu itp. Głównym celem jest tutaj dokładne oddanie głównej myśli autora z uwzględnieniem perspektywy odbiorcy, który nie musi znać kultury języka źródłowego oraz wywołanie w nim takiej samej reakcji, jak w przypadku osoby władającej językiem oryginału (przykład: tłumaczenie dialogów w filmach komediowych).

Można spotkać się również z takimi określeniami, jak „egzotyzacja” oraz „udomowienie„. Oznaczają one to samo, co dwa powyższe terminy, a przy okazji wydają się lepiej oddawać swoje znaczenie już w samej nazwie.

Udane tłumaczenie nigdy nie polega na tym, aby obrać jedną z tych strategii i kurczowo się jej trzymać. Wręcz przeciwnie, tłumacz powinien umiejętnie korzystać z jednej i drugiej w zależności od potrzeby.